JARMARKI ŚWIĄTECZNE W BERLINIE

W poniedziałek o 7 rano wróciłam z weekendowego wypadu za granicę z mamą. Spełniłam jedno ze swoich drobnych marzeń, czyli odwiedziłam jarmarki świąteczne w Berlinie. Ponieważ w Niemczech to tradycja, to straganów wszędzie było pełno. W stolicy Niemiec spędziłam dwa dni. Było trochę zwiedzania, kilka obserwacji i całkiem sporo smacznego jedzenia. Więcej szczegółów przeczytacie dalej.

PIĄTEK

Jako, że przyjechałyśmy dopiero o 17, to za dużo tego dnia nie zobaczyłyśmy. Jednak miałyśmy dość siedzenia w autobusie, więc zrobiłyśmy sobie całkiem przyjemny spacer na nasz nocleg. Niestety, po drodze Berlin niczym mnie nie zachwycił. Usprawiedliwiam to sobie faktem, że szłyśmy trochę dalej od centrum. Ja się czułam jak w Gdańsku. Co więcej, kawałek podjechałyśmy kolejką. Tunel na peron był okropny, fetor unoszący się był nie do zniesienia. Menelstwo było widać i czuć. Pełno było ułożonych baz noclegowych z materacy i kartonów. Coś okropnego! Na peronach można było znaleźć dużo butelek po piwie, a sama kolejka nie była jakaś nowoczesna. Podobna do starych Regio. Sądziłam, że stolica ma trochę więcej do zaoferowania.

Miałyśmy mały problem, aby zlokalizować nasz nocleg, ale w końcu się udało. Sam apartament, w którym mieszkałyśmy był w bardzo dobrym stanie: czysto, cisza, spokój i blisko do sklepu. Zrobiłyśmy małe zakupy, zjadłyśmy kolację i zbierałyśmy siły na kolejny dzień.

SOBOTA

ZWIEDZANIE

Wczesna pobudka i o 9 już wyszłyśmy. Ponownie postanowiłyśmy, że do centrum dojdziemy pieszo. Miałyśmy przed sobą ok. 7 km. Bułka z masłem! Ruszyłyśmy w kierunku placu Poczdamskiego. Po drodze mijałyśmy pierwsze jarmarki, które jeszcze były zamknięte. Wizualnie Berlin zaczynał się prezentować znacznie lepiej. W końcu dochodziłyśmy do centrum.

Przy samym Tiergarten ( ogromny park, blisko bramy brandenburskiej ) zaczepiła nas przesympatyczna, starsza Niemka. Zaoferowała, że zrobi nam zdjęcia pod Filharmonią. Było naprawdę bardzo przyjemnie. Obejrzałyśmy we trójkę wszystkie zdjęcia, które nam zrobiła. Kiedy oglądałyśmy, to pani powiedziała, że zawsze sprawdza efekt końcowy i czeka, aż powie się jej, jakim jest wspaniałym fotografem. Tak też zrobiłyśmy. Na pożegnanie Niemka pokierowała nas na bramę brandenburską. Naprawdę miły akcent na początek dnia.

Scena trochę jak z jakiegoś filmu

Przeszłyśmy przez park i doszłyśmy do głównej ulicy dochodzącej do bramy. Widok podobny jak w Londynie przy Buckingham Palace. Po drodze jeszcze minęłyśmy budynek Reichstagu. No nie powiem, bardzo dobrze się prezentuje, monumentalizm, zdobienia, szklana kopuła i powiewająca flaga Niemiec. Widok pozostaje w pamięci.

Brama Brandenburska też w porządku. Tłumy ogromne, ale tylko po stronie wschodniej, ludzi więcej niż pod Big Benem, a nie do końca rozumiem dlaczego. Kiedy już zaliczyłyśmy główne atrakcje, poszłyśmy na kawę do jednej z niemieckich sieciówek: Kaffe Einstein. Bardzo przyjemne wnętrze, zarówno kawa jak i ciasta bardzo smaczne.

Bez zdjęcia tego typu, ani rusz

Najedzone mogłyśmy iść dalej. Chodząc po centrum, ponownie czułam się trochę jak w Londynie w okolicach Oxford Street. Z tą różnicą, że było mniej ludzi a syf większy. Śmieci na ulicach to standard, naklejki, bazgroły na ścianach, porozrzucane ulotki i plakaty. Ale dobra już nie będę tak ciągle krytykować…..

Następnie pokierowałyśmy się na pomnik upamiętniający pomordowanych Żydów w Europie. Wygląda jak labirynt, duzi i mali mają dużo frajdy odnajdując się wśród kamiennych bloków. Z jednej strony sympatycznie, z drugiej strony chyba takie miejsce nie powinno się kojarzyć z zabawą…..

I jak tutaj nie bawić się w chowanego albo berka?

Przeszłyśmy jeszcze na Museum Insel, mijając po drodze halę koncertową, katedrę niemiecką i francuską. Te trzy budynki razem stanowiły naprawdę okazałą całość.

Obiadek zjadłyśmy typowo włoski w restauracji „Pomodori”: pizza + makaron.

JARMARKI ŚWIĄTECZNE

Jeśli chodzi o same jarmarki świąteczne w Berlinie, to robią wrażenie. Przede wszystkim przyciągają swoją świąteczną atmosferą. Nie ważne, że tłok, że wszędzie czuć Currywurst. Taki urok. Oświetlenie jest przepiękne, generalnie, Berlin może się pochwalić tym, że jest przecudownie oświetlony nocą. To naprawdę trzeba zobaczyć. Mi chyba najbardziej podobała się w nocy katedra berlińska i Charlottenburg. Przed tym drugim znalazłyśmy również z mamą najpiękniejszy jak na razie jarmark. Straganów multum. Pełno piwa, grzanego wina ( oczywiście spróbowałyśmy ), bombki wszelakiej maści, trochę tandety, francuskie naleśniki, kiełba i to, w czym ja jestem zakochana, czyli pierniki norymberskie  i chlebek owocowy. Tych dwóch rzeczy musicie spróbować. Naprawdę warto! Na tamtym jarmarku był też starszy pan, który grał na dużej pozytywce ( wybaczcie, nie znam innej nazwy na to ;P ), scena gdzie chór śpiewał piosenki świąteczne, a także zespół grający na instrumentach dętych blaszanych. A to wszystko w jednym miejscu! Zapomniałam wspomnieć jeszcze o wesołym miasteczku dla dzieci. Naprawdę tam każdy znajdzie coś dla siebie.

Jarmark pod Charlottenburg Schloss

NIEDZIELA

W niedzielę było trochę gorzej. Przede wszystkim padało, wiało i generalnie zrobiło się chłodniej. Po prostu nie przyjemnie. Jeszcze byłyśmy zmęczone po dniu poprzednim, kiedy przeszłyśmy 25 km. Także drugi dzień był bardziej objazdowy. Kupiłyśmy Tageskarte za 7 euro i mogłyśmy jeździć wszystkim przez cały dzień. Pamiętajcie tylko, że bilet trzeba skasować przy kasownikach na peronie. W S-Bahn i U-Bahn już tego nie zrobisz. Podjechałyśmy do wegańskiej knajpki na kawę i ciasta –  szarlotka i tort orzechowy naprawdę niczego sobie. Wnętrze również było ładnie urządzone. Niestety trafiłyśmy na dość głośną niemiecką rodzinę z dzieckiem, więc zamiast naprawdę przyjemnej atmosfery było po prostu okej.

Później kierowałyśmy na East Side Gallery. Galeria stworzona na pozostałościach muru berlińskiego. Tam doświadczyłam naprawdę skrajnego oburzenia. Miejsce dziedzictwa kulturowego powinno być lepiej traktowane. Spora część obrazów była nadzwyczajniej w świecie pogryzdana. Te obrazy, które nie zostały zniszczone, były odgrodzone od oglądającego kratą. Także komfort oglądania był „cudowny”. Poza tym, chodnik był bardzo wąski, a wzdłuż całej galerii ciągnęła się jedna z głównych ulic. No po prostu, nie ma sposobu na obejrzenie tego w spokojny i dokładny sposób. Nie wiem co, władze niemieckie mogłyby zrobić, aby lepiej to się wszystko prezentowało, ale zdecydowanie coś powinno być zrobione w tym kierunku. Tym bardziej jako, że sztuka jest mi bliska, to nie rozumiem jak można być tak aroganckim i nie doceniać cudzej pracy. Ktoś se wziął spray i maźnął napisy w tylu CHWDP na obrazie. To jakiś absurd!

Ah ten komfort oglądania…..

Po tym niemiłym doświadczeniu jeszcze trochę pochodziłyśmy, zjadłyśmy obiad, podjechałyśmy pod Charlottenburg i trzeba było się zbierać do domu.

Pamiętajcie również, że niemal w całych Niemczech w niedziele sklepy, galerie handlowe, supermarkety i apteki są pozamykane.

PODSUMOWANIE

Berlin zdecydowanie jest specyficznym miastem. Niemcy są specyficzne.

CO NIE PODOBAŁO MI SIĘ?

Przede wszystkim brud i smród. Naprawdę jak można gdzieś iść pieszo, lepiej to zrobić, bo metro i kolejka powodują odruchy wymiotne. Autobusy są okej. Na ulicach dużo śmieci. Wygląda tak, jakby nie posiadali odpowiednika naszego ZUKu. Niemcy są dość głośni, a zwłaszcza w różnych knajpach, co może czasami przeszkadzać. I to co pisałam przed chwilą, czyli brak poszanowania dla East Side Gallery.

My Polacy naprawdę możemy się pochwalić tym, że jest u nas czysto, a biednych i pijaków nie ma, aż tak dużo. Musimy naprawdę umieć to docenić w jakim kraju żyjemy.

CO MI SIĘ PODOBAŁO?

Nie ma co ukrywać, że centrum jest ładne, dużo pięknych budynków, a zwłaszcza wszelakie katedry. Jak też już wspominałam, miasto jest niesamowicie oświetlone w nocy, a jarmarki świąteczne również warto zobaczyć, poczuć ten świąteczny nastrój oraz spróbować niemieckich specjałów.

Jarmarki, wszędzie jarmarki
CZY WRÓCĘ?

Raczej tak, aby odwiedzić tradycyjne galerie sztuki, ale raczej tylko po to. Jarmarki zobaczyłam, więc jest to odhaczone. Jednakże dla mnie nie było niczego tak wyjątkowego w tej stolicy, że chciałabym do niej regularnie wracać.

Gdzieś w centrum za szybą, no po prostu musiałam porobić tam zdjęcia

Oczywiście to jest tylko i wyłącznie moja subiektywna opinia. Może Wy macie jakieś inne doświadczenia związane z Berlinem? Jeśli tak to piszcie, chętnie wymienię się doświadczeniami.

Pozdrowionka

Karola